czwartek, 27 czerwca 2013

"Zwodniczy punkt" D. Brown

Któż nie zna nazwiska Dana Browna? Czy chociaż książek tego pana? Przypuszczam, że takich osób jest niewiele. A już na pewno brakuje ich wśród wielbicieli kina i literatury. Za mną już kilka powieści autora, a w tym dopiero co przeczytany "Zwodniczy punkt". 

Trwają wybory prezydenckie, których kandydaci mają zupełnie odmienny stosunek co do działań NASA. Urzędujący prezydent USA - Zachary Herney - popiera badania kosmiczne. Jego przeciwnik - senator Sedgewick Sexton - publicznie krytykuje i opowiada się za tym, by każdy obywatel mógł swobodnie działać w przemyśle kosmicznym, tym samym zabierając monopol NASA. Jednocześnie zwraca uwagę na to, ile pieniędzy podatników zostaje wykorzystywanych. 
NASA nieoczekiwanie wykrywa niezwykły meteoryt. Jest to światowe osiągnięcie, przełom na wysoką skalę. Meteoryt zawiera ślady życia pozaziemskiego. Ta informacja jest nie tylko ogromną sensacją, ale też znacząco wpływa na wybory prezydenckie.
Prezydent wysyła na Arktykę grupę naukowców, aby potwierdzić autentyczność światowego odkrycia. Rachel Sexton, córka senatora, zostaje poproszona o przygotowanie opisu znaleziska. Nikt jednak nie spodziewa się, co tak naprawdę skrywają lody Arktyki. 

Po raz kolejny miałam okazję czytać dobry thriller Browna, w którym czas akcji jest bardzo krótki, a główni bohaterowie mają się ku sobie. Po raz kolejny też zdumiewa mnie wiedza pisarza, ponieważ ja nie potrafiłam za wiele zrozumieć z tej "kosmicznej opowieści". Pełno tutaj nazw instytucji, pojęć, faktów, o których przeciętny obywatel nie ma pojęcia. Dan Brown wciąż zaskakuje mnie swoimi pomysłami. 
Tak, ja też powiem, że jego książki są szablonowe. On - przystojny, ona - piękna; wplątani w intrygę. Akcja obejmuje krótki okres czasu. I podejrzany - zawsze ktoś bliski. A jednak powieść czyta się przyjemnie, mimo pewnych schematów, autor ma swoim dorobku pasjonujące książki. 

Na pewno bardziej podobały mi się "Anioły i demony", są o wiele bliższe mi tematycznie, niż "Zwodniczy punkt". No cóż, fizyka nigdy nie była moją mocną stroną, a spadające meteoryty nie budzą we mnie wielkich uczuć. Zupełnie nie interesuje mnie UFO. I chociaż moje zainteresowania dalekie są od tych, które przedstawia autor w recenzowanej przeze mnie książce, wracałam do niej z przyjemnością.

1 komentarz:

  1. Lubię jego książki :D "Kod Leonarda da Vinci" "Anioły i demony" czy "Zaginiony symbol" to książki warte polecenia mimo swojej schematyczności :D
    O tej nie słyszałam, ale biorę ją w ciemno :D

    OdpowiedzUsuń

A Ty, co o tym myślisz?

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...