Na końcu książki autorka podała powód, dlaczego napisała
"Służące". Opisała Demetrie, swoją czarną opiekunkę. Zwierzyła się z
tego, że zapomniała ją spytać, jak się czuje służąc u białej rodziny. Pobudki
do napisania powieści są bardzo mądre i każdy powinien uznać je za słuszne.
Dodatkowo autorka obdarzyła bohaterki tej książki cechami Demetrie.
Aibileen służyła już u wielu rodzin. Gdy ją poznajemy, opiekuje
się już siedemnastym białym dzieckiem. Jest bardzo przywiązana do dziewczynki,
stara się też wychować ją lepiej niż pozostałe. Zdaje sobie jednak sprawę, że
miłość, którą obdarza cały czas to dziecko, spowoduje bardzo bolesne rozstanie.
Aibileen jest służącą mądrą i godną szacunku. To jest ten rodzaj ludzi, którzy
są oddani, posiadają duże doświadczenie i wiedzę. Budzą u wielu respekt i są
niemal czczeni.
Minny to najlepsza przyjaciółka wyżej wymienionej bohaterki
i jednocześnie niemal całkowite jej przeciwieństwo. Kobieta bowiem nie potrafi
trzymać języka za zębami, co skutkuje tym, że niemal nikt nie chce jej mieć u
siebie na służbie. Po tym, jak zostaje oskarżona o kradzież sreber u panny
Hilly, zostaje bez środków do życia, a to może skończyć się dla niej i jej
rodziny bardzo źle. Awanturniczą naturę Minny łagodzi fakt, iż jest
jednocześnie najlepszą kucharką w stanie Missisipi. Na nieszczęście, wkrótce i
to nie wystarcza, by biali mieszkańcy Jackson byli przychylni ku zatrudnieniu
Minny. A dużą rolę ma tutaj jej była pracodawczyni, której wyrządziła Potworne
Okropieństwo.
Panienka Skeeter (nie mogłam nie wziąć pod uwagę, że tak
naprawdę nazywano ją... komarem) to kolejna główna bohaterka książki. Jednak
nie jest ona służącą, a białą panią, która wpada na bardzo odważny pomysł. Po
ukończeniu studiów, wróciła do domu i jest zaskoczona faktem, iż brakuje w nim
Constantine. Dopiero co przecież służąca zapewniała ją w liście, iż ma dla niej
niespodziankę, a tutaj znajduje na jej miejscu zupełnie inną pomoc domową. Nikt
nie chce mówić co się stało, matka tłumaczy się w błahy sposób, któremu nasza
bohaterka nie daje wiary.
Owe tajemnicze przedsięwzięcie, o którym wyżej wspomniałam,
nie dotyczy tylko Skeeter, ale i dwóch czarnych służących (Aibileen, Minny). Te
trzy kobiety, jak łatwo się domyślić, stanowią meritum powieści. Z ich
perspektywy opowiedziana została cała historia. I to do tego wszystko jest to
tak żywe, jakby wydarzyło się naprawdę. Sama siebie przekonywałam, że to
fikcja. Rozdziały są podzielone tak, by każda z bohaterek mogła opowiedzieć to,
co się dzieje, z perspektywy poszczególnych narratorek. Tylko jeden jedyny rozdział
jest ogólny, a dotyczy balu dobroczynnego.
Początkowo powieść nieco mnie nudziła, jednak potem stała
się dla mnie niemal przyjemnością. Trudno w sumie użyć takich słów wobec treści,
która nie jest zbyt wesoła.
Pojawia się oczywiście kilka zabawnych fragmentów, ale
ogólnie treść dotyka tematu ciężkiego. Cała książka jest zbudowana w niezwykły
sposób. Styl jest bardzo ciekawy, fabuła odnosi się do trudnego aspektu, a przy
tym mamy nutkę humoru.
Dużo się dzisiaj mówi o rasizmie. Któż z nas nigdy nie
spotkał się z tym określeniem? Ile osób śmieje się czy przygląda osobom, które
mają ciemną karnację? Nie mówię tu o opaleniźnie, ale o tym, jak łatwo wciąż
przychodzi nam segregacja rasowa. Na pewno choć raz zdarzyło się każdemu
usłyszeć to jedno słowo: "czarnuch". W książce mamy ten problem opisany
pięćdziesiąt lat wcześniej, kiedy dotkliwy był podział na "białych" i
"czarnych". Wówczas wszystko było rozdzielone. Dochodziło wręcz do
paradoksów.
Wydaje mi się, że wiele napisałam o zaletach powieści. Książka
jest czarująca, zabawna a zarazem wzruszająca. Bohaterki są ciekawe, styl
również. A co z zakończeniem? Zabrakło mi czegoś. Chciałabym wiedzieć, co tak
naprawdę dalej się dzieje z Skeeter i pewnym
mężczyzną. Kwestia dla mnie zupełnie nie wyjaśniona. Rozumiem
jeszcze kwestię zawodową, tak samo rozumiem otwarte zakończenie dla Minny i
Aibileen. Tylko nie mogę pojąć, jak można było pozostawić tak gdzieś na lodzie
Stuarta?
"Służące" Kathryn Stockett to bardzo mądra
książka. Jej sukces nie dziwi, tak samo jak to, że doczekała się ekranizacji.
To jest niezwykła opowieść, taka, która chwyta za serce. Myślę, że jest idealną
książką, by posyłać ją świat, by dzielić się nią z innymi. Każdy powinien ją
przeczytać.
Mam wielką ochotę na tę książkę od bardzo, bardzo dawna, chyba w końcu będę musiała ją kupić, bo widzę, że warto :)
OdpowiedzUsuńMam na liście, którąś tam w kolejce, ale skoro aż tak polecasz to przerzucę ją na początek. Oglądałam film - również polecam.
OdpowiedzUsuńDzięki za przypomnienie, kiedyś miałam ją w planach, a potem uleciała mi z głowy
OdpowiedzUsuńCzytałem chyba z półtora roku temu - znakomita książka. Właśnie tego oczekuję od obyczajówek. Film przy książce wypada blado, choć sam w sobie zły nie jest.
OdpowiedzUsuńTą ksiazce planuje przeczytać w wakacje, wydaje się być arcy interesująca.
OdpowiedzUsuńNa pewno przeczytam ! :) Film widziałam i bardzo mi się podobał :)
OdpowiedzUsuńOd jakiegoś czasu stoi ta książka u mnie na półce, ale jakoś nie mogę się zebrać w sobie, żeby ją zacząć. Chyba nadszedł czas, aby to zmienić. :)
OdpowiedzUsuńZastanawiam się, czy ją przeczytać, skoro już widziałam film... Ale chyba się skuszę :) Pozdrawiam!
OdpowiedzUsuń