piątek, 12 lipca 2013

"Służące" K. Stockett

Na końcu książki autorka podała powód, dlaczego napisała "Służące". Opisała Demetrie, swoją czarną opiekunkę. Zwierzyła się z tego, że zapomniała ją spytać, jak się czuje służąc u białej rodziny. Pobudki do napisania powieści są bardzo mądre i każdy powinien uznać je za słuszne. Dodatkowo autorka obdarzyła bohaterki tej książki cechami Demetrie.

Aibileen służyła już u wielu rodzin. Gdy ją poznajemy, opiekuje się już siedemnastym białym dzieckiem. Jest bardzo przywiązana do dziewczynki, stara się też wychować ją lepiej niż pozostałe. Zdaje sobie jednak sprawę, że miłość, którą obdarza cały czas to dziecko, spowoduje bardzo bolesne rozstanie. Aibileen jest służącą mądrą i godną szacunku. To jest ten rodzaj ludzi, którzy są oddani, posiadają duże doświadczenie i wiedzę. Budzą u wielu respekt i są niemal czczeni.

Minny to najlepsza przyjaciółka wyżej wymienionej bohaterki i jednocześnie niemal całkowite jej przeciwieństwo. Kobieta bowiem nie potrafi trzymać języka za zębami, co skutkuje tym, że niemal nikt nie chce jej mieć u siebie na służbie. Po tym, jak zostaje oskarżona o kradzież sreber u panny Hilly, zostaje bez środków do życia, a to może skończyć się dla niej i jej rodziny bardzo źle. Awanturniczą naturę Minny łagodzi fakt, iż jest jednocześnie najlepszą kucharką w stanie Missisipi. Na nieszczęście, wkrótce i to nie wystarcza, by biali mieszkańcy Jackson byli przychylni ku zatrudnieniu Minny. A dużą rolę ma tutaj jej była pracodawczyni, której wyrządziła Potworne Okropieństwo.

Panienka Skeeter (nie mogłam nie wziąć pod uwagę, że tak naprawdę nazywano ją... komarem) to kolejna główna bohaterka książki. Jednak nie jest ona służącą, a białą panią, która wpada na bardzo odważny pomysł. Po ukończeniu studiów, wróciła do domu i jest zaskoczona faktem, iż brakuje w nim Constantine. Dopiero co przecież służąca zapewniała ją w liście, iż ma dla niej niespodziankę, a tutaj znajduje na jej miejscu zupełnie inną pomoc domową. Nikt nie chce mówić co się stało, matka tłumaczy się w błahy sposób, któremu nasza bohaterka nie daje wiary.

Owe tajemnicze przedsięwzięcie, o którym wyżej wspomniałam, nie dotyczy tylko Skeeter, ale i dwóch czarnych służących (Aibileen, Minny). Te trzy kobiety, jak łatwo się domyślić, stanowią meritum powieści. Z ich perspektywy opowiedziana została cała historia. I to do tego wszystko jest to tak żywe, jakby wydarzyło się naprawdę. Sama siebie przekonywałam, że to fikcja. Rozdziały są podzielone tak, by każda z bohaterek mogła opowiedzieć to, co się dzieje, z perspektywy poszczególnych narratorek. Tylko jeden jedyny rozdział jest ogólny, a dotyczy balu dobroczynnego.

Początkowo powieść nieco mnie nudziła, jednak potem stała się dla mnie niemal przyjemnością. Trudno w sumie użyć takich słów wobec treści, która nie jest zbyt wesoła.
Pojawia się oczywiście kilka zabawnych fragmentów, ale ogólnie treść dotyka tematu ciężkiego. Cała książka jest zbudowana w niezwykły sposób. Styl jest bardzo ciekawy, fabuła odnosi się do trudnego aspektu, a przy tym mamy nutkę humoru.

Dużo się dzisiaj mówi o rasizmie. Któż z nas nigdy nie spotkał się z tym określeniem? Ile osób śmieje się czy przygląda osobom, które mają ciemną karnację? Nie mówię tu o opaleniźnie, ale o tym, jak łatwo wciąż przychodzi nam segregacja rasowa. Na pewno choć raz zdarzyło się każdemu usłyszeć to jedno słowo: "czarnuch". W książce mamy ten problem opisany pięćdziesiąt lat wcześniej, kiedy dotkliwy był podział na "białych" i "czarnych". Wówczas wszystko było rozdzielone. Dochodziło wręcz do paradoksów.

Wydaje mi się, że wiele napisałam o zaletach powieści. Książka jest czarująca, zabawna a zarazem wzruszająca. Bohaterki są ciekawe, styl również. A co z zakończeniem? Zabrakło mi czegoś. Chciałabym wiedzieć, co tak naprawdę dalej się dzieje z Skeeter i pewnym
mężczyzną. Kwestia dla mnie zupełnie nie wyjaśniona. Rozumiem jeszcze kwestię zawodową, tak samo rozumiem otwarte zakończenie dla Minny i Aibileen. Tylko nie mogę pojąć, jak można było pozostawić tak gdzieś na lodzie Stuarta?

"Służące" Kathryn Stockett to bardzo mądra książka. Jej sukces nie dziwi, tak samo jak to, że doczekała się ekranizacji. To jest niezwykła opowieść, taka, która chwyta za serce. Myślę, że jest idealną książką, by posyłać ją świat, by dzielić się nią z innymi. Każdy powinien ją przeczytać.

8 komentarzy:

  1. Mam wielką ochotę na tę książkę od bardzo, bardzo dawna, chyba w końcu będę musiała ją kupić, bo widzę, że warto :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam na liście, którąś tam w kolejce, ale skoro aż tak polecasz to przerzucę ją na początek. Oglądałam film - również polecam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Dzięki za przypomnienie, kiedyś miałam ją w planach, a potem uleciała mi z głowy

    OdpowiedzUsuń
  4. Czytałem chyba z półtora roku temu - znakomita książka. Właśnie tego oczekuję od obyczajówek. Film przy książce wypada blado, choć sam w sobie zły nie jest.

    OdpowiedzUsuń
  5. Tą ksiazce planuje przeczytać w wakacje, wydaje się być arcy interesująca.

    OdpowiedzUsuń
  6. Na pewno przeczytam ! :) Film widziałam i bardzo mi się podobał :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Od jakiegoś czasu stoi ta książka u mnie na półce, ale jakoś nie mogę się zebrać w sobie, żeby ją zacząć. Chyba nadszedł czas, aby to zmienić. :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Zastanawiam się, czy ją przeczytać, skoro już widziałam film... Ale chyba się skuszę :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

A Ty, co o tym myślisz?

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...