Choć "Gra o tron" ukazała się w 1996 roku, dopiero niedawno zyskała ogromną sławę. Wszystko zaś za sprawą ekranizacji, przyznać trzeba, że bardzo dobrej. Gdy miałam odpowiedzieć na pytanie, co mi się bardziej spodobało, nie potrafiłam udzielić jednoznacznej odpowiedzi. Serial obejrzałam przed przeczytaniem książki, także wciąż przed oczami miałam sceny z ekranizacji. Pierwsza część sagi "Pieśni lodu i ognia" wzbudziła we mnie pozytywne uczucia, jednak nieco zabrakło mi do zachwytu. O tym jednak dalej.
Powieść rozpoczyna się w mroźnej scenerii. Poznajemy mrocznych Innych, którzy, jak się łatwo domyślić, będą kłaść się cieniem nie tylko na tej jednej części sagi, ale i na pozostałych.
Następnie oczom czytelnika ukazuje się Eddard Stark, władca Winterfell. To na jego osobie, a także na jego rodzinie, w dużej części skupia się akcja.
Eddard gości u siebie Roberta Baratheona, władcę całego królestwa, a także przyjaciela, wraz z żoną i królową Cersei. Król przybywa, by prosić o przyjęcie przez Starka stanowiska Królewskiego Namiestnika. Nasz bohater obawia się nieco tej propozycji, ponieważ poprzedni namiestnik, Jon Arryn, nieoczekiwanie zmarł. Następujące po sobie wydarzenia zmuszają Eddarda do podjęcia decyzji.
W "Grze o tron" Eddard nie jest najważniejszym bohaterem. Równie ważna jest jego żona Catelyn, córki Sansa i Arya (moja ulubienica) oraz synowie; Robb, Bran i Rickon (najmniej godny uwagi, ze względu na wiek). Także bękart - Jon Snow - ma swój udział.
Interesującą postacią jest także Daenerys. W serialu bardziej ją lubiłam, może dzięki grze aktorskiej Emilii Clarke. W książce mnie intryguje i jestem bardzo ciekawa tej bohaterki. Liczę bardzo na głębsze ukazanie jej cech w kolejnych tomach.
Ostatnią postacią, która zasługuje na uwagę jest Tyrion Lannister - brat królowej. Karzeł. Idealne tutaj będzie wyrażenie "wielki mały człowiek".
Tyrion jest bohaterem niezwykłym, jednak rozdziały jemu poświęcone trochę mniej. Taki mały paradoks. Bardzo podobały mi się również siostry; Sansa i Arya. Tak różne, a uosabiające w pewien sposób mnie. Jak wspominałam, Arya jest moją ulubienicą, czekam z niecierpliwością na jej rozwój. Trudno jednak pisać takie słowa, znając opinie, iż Martin lubi uśmiercać bohaterów wtedy, gdy się nie spodziewamy.
Pisałam wcześniej, iż powieść nie zachwyciła mnie do końca tak, jak się tego spodziewałam. Jest niesamowita, mogę to zapewnić. Obejrzałam serial, nie wiedząc jeszcze nic o książce. Trafiłam na niego przypadkiem. Postanowiłam sięgnąć po książkę i przekonałam się, iż opinie nie były mylne. Ekranizacja jest zaskakująco wierna. Nic nie mogło mnie zaskoczyć, bo wszystko znałam.
Martin pisze ciekawie, jednak zdarzają się puste rozdziały. W większości są to te poświęcone Catelyn. Poza tym wiele niepotrzebnych opisów. Można było nieco rozwinąć za to inne kwestie.
Długo czekałam na tę książkę, więc moje oczekiwania też były spore. Zabrakło mi tego czegoś, ale z ogromną nadzieją będę czekać na kolejne powieści, bo nie ulega wątpliwości, że je przeczytam.
Fajną kategorię z tego zrobiłaś:) I tą książkę na pewno "kiedyś" przeczytam
OdpowiedzUsuńTa książka chodzi już za mną od jakiegoś czasu, nigdy nie mogę się za nią zabrać.
OdpowiedzUsuńKsiążka czeka na mojej półce, już nie mogę się doczekać kiedy się za nią wezmę :)
OdpowiedzUsuńJakoś nie potrafiłam się do niej przekonać, ale Twoja recenzja bardzo mnie zachęcila do przeczytania, wiec może się zdecyduje :)
OdpowiedzUsuń