Annie Proulx urodziła się w 1935 roku. Jest amerykańską dziennikarką i pisarką. Nagrodę Pulitzera przyniosła jej książka "Kroniki portowe". Owa lektura, tak samo jak opowiadanie "Tajemnica Brokeback Mountain", została zekranizowana. Bardzo duże znaczenie w utworach pisarki ma przywiązanie do ziemi rodzinnej. Porzucenie domu przez bohaterów często staje się przyczyną zagubienia lub rozpadu związków międzyludzkich.
Tematem opowiadania jest romans, który łączy dwóch mężczyzn - wiejskich chłopaków. Jack i Ennis, którzy posiadają dość trudne życie osobiste, poznają się na Brokeback Mountain, gdzie mają zajmować się wypasem owiec. Wtedy też niespodziewanie zaczyna się ich niebezpieczny romans, który koegzystuje z ich zwyczajnym (zdawałoby się) życiem.
Bohaterami są prości mężczyźni. Nie mają wykształcenia, zajmują się ranczem. Marzą o sławie na rodeo, o zwyczajnej rodzinie. Jeden wychował się bez rodziców, którzy zginęli w wypadku, drugiego ukształtowała brutalność ojca.
Opowiadanie dotyczy trudnego tematu homofobii. Destrukcyjne zachowania ściśle łączą się też z otoczeniem, ze środowiskiem. To właśnie sceneria staje się jakby trzecim głównym bohaterem.
Na podstawie książki powstał film o tym samym tytule. W mojej opinii, o niebo lepszy.
Biorąc do ręki opowiadanie wiemy mniej więcej czego możemy się spodziewać. Nie za długie, treści dużo też być nie powinno. Jesteśmy nastawieni na skupienie się wokół jednego wątku. A tu nagle okazuje się, że wszystko jest właściwie takie ... nijakie.
Bohaterowie nie mają konkretnego wyrazu. Nie mają nawet jednej dominującej cechy. Są zniszczeni? Możliwe. Szczęśliwi z żonami? Możliwe. Tak to wygląda.
Nie oczekuję od autorki tego, by opisywała ze obrzydliwe szczegóły aktu między dwoma mężczyznami. To byłoby straszne. A już na pewno dla mnie. Jednak psychika bohaterów, ich motywy działania byłyby ciekawym dodatkiem.
Czytelnik wędruje tutaj od spotkania do spotkania. Nagle jest akt. Nie wiadomo skąd. Dlaczego.
Książka po prostu wydaje się być pusta. Zdaje się, że słusznie sama autorka napisała, iż film pokazał to, czego ona sama nie potrafiła.
Przeczytałam ją kiedyś, bo Rodzice nie pozwolili mi obejrzeć filmu. I co? I nic. W sumie nie zrobiła na mnie żadnego wrażenia. Ale skoro mówisz, że film jest lepszy, to teraz, gdy już trochę podrosłam, obejrzę i sama się przekonam. ;)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam :)
A ja jeśli będę miała okazję, chętnie przeczytam to opowiadanie, chciałabym sobie wyrobić swoją opinię ;)
OdpowiedzUsuńJa dokładnie tak samo! :)
UsuńCzytałam i miło wspominam lekturę:) Film też oglądałam i chyba bardziej mi się podobał niż książka.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam!
oglądałam tylko film, a książkę chyba sobie podaruję :)
OdpowiedzUsuńNie interesuje mnie taka tematyka, więc po książkę nie sięgnę;)
OdpowiedzUsuńChciałam przeczytać książkę przed obejrzeniem filmu, ale widzę, że nie warto tracić na nią czas.
OdpowiedzUsuńWitam również bydgoszczankę i dodaję do obserwowanych :)
OdpowiedzUsuńNie było mi dane przeczytać książki, ale oglądałam film. Zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie. Sądziłam, że książka będzie jeszcze lepsza - ale... dobrze, że nie traciłam na nią czasu. Pozdrawiam!
OdpowiedzUsuńOglądałam film, z książką do czynienia nie miałam i jak widzę nic nie straciłam. Pozdrawiam.:)
OdpowiedzUsuńRadzę tę książkę omijać szerokim łukiem! Przeczytałam ją przed obejrzeniem filmu, i żałuję. Lepiej po prostu obejrzeć film.
OdpowiedzUsuńO właśnie ;) Z tym się zgodzę.
UsuńJa także nie rozumiem zachwytów nad tą książką...
OdpowiedzUsuńOpowiadania jeszcze nie czytałem ale film był moim zdaniem genialny i już należy do moich ulubionych.
OdpowiedzUsuń