U ciotki właśnie Duny nauczył się wszystkich wierszyków, podstaw zielarstwa. Poniekąd dzięki niej był w stanie utkać mgłę i tym samym odstraszyć kargijskich wojowników, ratując swych pobratymców. Owo wydarzenie stało się początkiem przygody chłopca. Trafił pod czujne oko maga z Re Albi - Ogiona Milczącego. Po pewnym czasie chłopiec, który otrzymał nowe imię - Ged - spotyka cień, z którym potem długo walczy.
Moim zdaniem walczy za długo. Praktycznie cała opowieść to walka z cieniem. Sam opis tego tworu jest intrygujący, bowiem mamy coś, czego nie da się określić, co właściwie nie posiada swojego kształtu, jest ciemnością. Ged, zanim poznaje tak naprawdę, jak powinien działać, ciągle ucieka.
Książka opowiada o tym, jak kształtuje się osobowość głównego bohatera, jak na początku kieruje nim jedynie ciekawość, zaś potem chęć udowodnienia swojej wyższości, by w końcu poddać się niemal zupełnie. Oczywiście to ciekawe, obserwować te wszystkie przemiany, lecz dzieje się to zbyt szybko. Na niecałych dwustu pięćdziesięciu stronach nie można w sposób zachwycający opisać tylu wydarzeń. To było, jakbym czytała suche fakty, pozbawione emocji kroniki.
Spotkałam się z tym, że Ged jest pierwowzorem Harrego Pottera. Być może. Podobieństwa są widoczne. Tylko wykonanie J.K. Rowling lepsze, posiadające głębię. Bohater miał wyraziste cechy, które mogłam obserwować jak się kształtują. A tutaj? Po prostu czytałam o zmianach, ledwo mogąć nadążyć za tym, co się dzieje. Zdaje się, że nie ma żadnych opisów, przy których można by się zatrzymać.
Zakończenie wydaje mi się być ciekawe, ale można się było tego spodziewać. Nie zaskoczyło mnie to.
Autorka miała potencjał. Wiele dobrych pomysłów, niestety niemal niewykorzystanych. Szkoda, bo byłoby ciekawie. A tak, nie mam ochoty na kolejne części cyklu Ziemiomorze.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
A Ty, co o tym myślisz?