Ava pogodziła się już z tym, że nie potrafi oprzeć się Jessemu. Wciąż próbuje działaś po swojemu, buntuje się i pokazuje swoje zdanie, ale nie ucieka bez przerwy. Wie, że kocha tego mężczyznę, że boi się emocjonalnej krzywdy z jego strony.
Pojawia się coraz więcej pytań, Ava uważa, że dla Jessego stanowi tylko kobietę na chwilę. Nie ma co się z resztą dziwić, każda by tak myślała, gdyby spotkania opierały się tylko i wyłącznie na jednej czynności.
Ku mojemu utrapieniu, połowa książki to tylko opis ich fizycznych aktów. Ale! na szczęście zaczęło się też coś dziać. Szalka wreszcie się przechyliła i na strony powieści wysypało się sporo tajemnic. Książka kończy się pod wielkim znakiem zapytania, lecz daje nadzieję na rozwinięcie tego wszystkiego w kolejnym tomie. Mam ogromną nadzieję, że teraz już będzie się działo więcej, że fabuła zastąpi akty fizyczne.
Niezmiernie irytujące w całej książce są "trybyki Jessego". Jak Anastazia w "Pięćdziesięciu twarzach Greya" miała swoją wewnętrzną boginię, tak tu co rusz mowa o tych trybikach. Za dużo, stanowczo za dużo tego.
Plusem natomiast jest charakter głównej bohaterki. Muszę przyznać, że naprawdę mnie zaskakiwała swoimi decyzjami, wzbudziła moją sympatię. Jest zupełnie inna od Anastazii (wybaczcie, nie umiem się oprzeć porównywaniu tych dwóch serii). Co nie oznacza, że Anastazii nie lubiłam.
Duet Kate i Sam - kolejny plusik. Bardzo miło się czyta o tej parze, Wydają się żyć bliżej przyziemnych spraw, a jednocześnie stanowią zgrany team. Również na tle seksualnym. Z resztą, półnagi Sam krążący po domu jest dla mnie nieco zabawny.
Zabrakło mi jednej postaci, uciesznego kolegi z pracy Avy, który ma trochę inną orientację seksualną, bo cóż... jest... no po prostu... gejem.
Trzymajcie kciuki, żeby dalej było lepiej, zgodnie z przysłowiem "im dalej w las, tym więcej drzew".
Rzeczywiście to trochę do Greya podobne... Nie wiem, czy dałabym radę tej książce, bo Grey mnie szalenie irytował i ledwo dobrnęłam do końca pierwszego tomu, za kolejne dziękując. Z drugiej strony o tej serii nie słyszałam, więc może jednak nie jest taka zła? (Ostatnio zaobserwowałam taką prawidłowość, że jak o czymś się dużo gada, to jest słabe, a te mniej znane książki są dobre :P) Zaintrygowałaś mnie ;)
OdpowiedzUsuńMoim zdaniem Grey był ciekawszy, ale niektórzy twierdzą, że Anastasia to taka mdła bohaterka. Ja akurat ją polubiłam, bo właściwie przypomina mi mnie samą. No cóż.. jestem mdła. Tutaj akurat bohaterka ma swoje zdanie, ale ulega "namowom" swojego partnera. Książka jest ciekawa, jako odmóżdżacz, a ja na co dzień tego potrzebuję. Jedynie przyczepiłabym się, że za mało fabuły, a za dużo opisów seksu.
Usuń