wtorek, 14 lutego 2012

"Katedra Marii Panny w Paryżu" W. Hugo


Hugo Wiktor żył w XIX wieku. Był pisarzem, poetą, dramaturgiem oraz politykiem. Uchodzi za jednego z najważniejszych przedstawicieli francuskiego romantyzmu. Oprócz recenzowanej przeze mnie „Katedry Marii Panny w Paryżu” (znanej również jako „Dzwonnik z Notre Dame”), napisał takie dzieła jak „Nędznicy”, „Pracownicy morza”, „Człowiek śmiechu”.
Powieść jest osadzona w czasach średniowiecza. Przez wiele stron tego niesamowitego dzieła czytelnik poznaje XV-wieczny Paryż. Jego oczom ukazują się niesamowite obrazy katedry, placu Gevre czy zwyczajnych ulic. Poznaje nie tylko losy Esmeraldy i Quasimodo, ale również życie mieszkańców miasta.
Autor wyjaśnia na samym początku dlaczego powstała książka, jaki czynnik był powodem sięgnięcia po pióro. Utwór porusza problemy tolerancji, piękna Esmeralda jest wyszydzana jedynie z powodu swojego cygańskiego pochodzenia, zaś Quasimodo miał nieszczęście urodzić się szpetnym. Gdyby archidiakon Klaudiusz Frollo nie zdecydował się zaadoptować „potworka”, ten zginąłby z pewnością.
Powieść traktuje o miłości archidiakona do ślicznej Esmeraldy. Wzruszającą jest scena, gdy wyznaje dziewczynie, co czuje. Ale również losy dzwonnika z katedry są bardzo tkliwe. Czytelnik poznaje biednego człowieka, pokrzywdzonego przez los i odrzuconego przez społeczeństwo. Mimo że urodził się bardzo brzydkim, serce ma piękne, lecz niestety przepełnione cierpieniem. Zauważa się jak środowisko wpływa na zachowanie „potępieńca” czy też może „szatana”.
Bardzo ciekawie ukazane jest w powieści pożądanie. Ów problem poruszany w XIX-wiecznym utworze jest nietypowy. Warto jednak zwrócić uwagę na postawy mężczyzn; księdza Frollo, kapitana Febusa, poety Gringoire, a może nawet dzwonnika Quasimodo?
W internecie spotkałam się z opinią, że nie ma w książce bohaterów typowo złych, typowo dobrych. Moim zdaniem portrety psychologiczne postaci są ciekawie rozbudowane. Wszystko się ze sobą łączy. Zauważa się, że utwór jest bardzo dobrze dopracowany. Znalazłam również informację, że wszystko jest w utworze szare, brakuje kontrastów. Czego w końcu oczekuje się od powieści jak nie mrocznego zła, czy wspaniałej dobroci? Gdy przyjrzeć się jednak kartom powieści można dostrzec coś o wiele ciekawszego niż pogoń za złem i odwieczną walkę. Dopatrzyć można się wspaniale zarysowanych problemów społecznych. Delikatnie poruszone, z gracją przedstawione, wzruszają czytelnika.
Moim zdaniem kunszt literacki obecny jest na każdej stronie dzieła. Mimo że niektóre opisy Paryża nudzą (te kilkadziesiąt stron o architekturze można sobie swobodnie podarować), utwór jest swoistym arcydziełem. Z pewnością, gdybym znała to śliczne miasto, każdy opis znajdujący się w książce stałby się dla mnie uroczym spacerem po paryskich ulicach. Nie będąc nigdy w tym mieście musiałam się zadowolić opisami, trudnymi do zrozumienia bez choćby jednorazowego pobytu w stolicy Francji.
Z każdą linijką tekstu bije wysoki poziom stylistyczny i językowy. Nie da się zaprzeczyć, że lekturę czyta się bardzo przyjemnie. Hugo Wiktor nie posługując się patosem w słownictwie, stworzył dzieło wielkie. Nie jest trudne do zrozumienia, nudne i nie zachwyca jedynie słowami. Utwór ukazuje Paryż w naprawdę pięknym świetle.
Losy każdego z bohaterów są ważne. Nawet Lilia, pozornie nieistotna bohaterka, stanowi dla utworu ważny epizod (jeśli wolno mi tak to ująć). Bardzo dobrze czyta się dzieje Paryżan; ich atrakcje życia codziennego (jak stryczek), tematy codziennych rozmów, problemy, między innymi te alkoholowe (tak, w Paryżu też było to obecne).
Ponadto warto zwrócić uwagę na sposób narracji. Oczywiście jest ona trzecioosobowa. Dlaczego „oczywiście”? Trudno wyobrazić sobie, by Esmeralda czy Quasimodo opisywali to wszystko, co tak pięknie zostało ukazane przez autora. Nawet Klaudiusz Frollo nie mógłby opisać tego wszystkiego, co przeżył, co widział. Nawet opis Paryża nie byłby tak piękny, choćby on był świadkiem cudnego widowiska z wieży katedry. Co jeszcze? Dygresyjność – majstersztyk. Z wyczuciem, ze smakiem – kunszt literacki. Narrator w zgrabny sposób wprowadza swoje przemyślenia, informuje czytelnika o popełnianym faux pas, by uniknąć nieprzyjemnych komentarzy. Nie jest nachalny, nie narzuca swojej opinii.
Zakończenie utworu zmusza do refleksji. Nie do refleksji głębokiej, nie każe doszukiwać się błędów w osobistym postępowaniu. Książka wywiera tak silne wrażenie, że po zakończeniu lektury nie można nie pozwolić myślom na błądzenie po kartach powieści. Jeszcze raz czytelnik snuje się ulicami Paryża, spędza czas w katedrze i myśli o tym, co miało miejsce. Oddaje jakby hołd bohaterom, a tym samym hołd samemu autorowi.
Wydawać by się mogło, że moja opinia o książce jest zbyt idealna. Wszędzie kunszt, wszędzie zachwyt… Szczerze mówiąc obawiałam się sięgnąć po tę lekturę, gdyż stawiałam jej naprawdę ogromne wymagania. Pierwsze strony były nużące. Szukałam Quasimodo, znalazłam Piotra Gringoire i zadawałam sobie pytania, kto to jest w ogóle? Czekałam na pojawienie się dzwonnika i jak już się pojawił to na kilku kartkach. Następnie znów długie opisy Paryża. Miałam ochotę odłożyć książkę, ale tak bardzo ciekawa byłam historii Quasimodo i Esmeraldy z kózką (tylko te postacie kojarzyłam), że z uporem mola książkowego postanowiłam dokończyć lekturę. Okazało się, że opisy są świetnym dopełnieniem utworu, a męka, którą mi się wydawały, była mocno przesadzona. Może wydawać się, że bez tej szczegółowej panoramy Paryża utwór nie straciłby swojej wartości, jednak jakże pięknie jest spacerować z bohaterami po mieście, znając je.
Zdecydowanie polecam wszystkim tę książkę. Dla mnie to arcydzieło. Nie nakazuję sugerować się moim zdaniem, lecz uważam, że warto poznać tę historię. Nawet jeśli wcześniej widziało się film, nic nie stoi na przeszkodzie by jeszcze raz zagłębić się w losy pięknej cyganki i szpetnego dzwonnika. Ale tym razem będą to szeleszczące i pachnące kartki zapełnione pięknymi słowami ubranymi w kunsztowne zdania.

2 komentarze:

  1. Zacznę może nie od powieści Hugo (bo póki co ta ciągle pozostaje w planach), lecz od mojego ogólnego wrażenia po przejrzeniu bloga. Widzę, że nie czytujesz nowości, lecz poczciwą klasykę, co, jak wynika z moich obserwacji, nie jest zbyt częstym zjawiskiem w książkowej blogosferze. Może to po prostu taki wiek (a widzę, że jesteśmy w tym samym), w którym chętniej sięgamy po klasyków niż po nowości wydawnicze. W sumie to cieszy mnie, że tak się sprawy mają, bo przynajmniej poczytam o czymś, co ciągle mam w planach (jak powyższa książka) lub o czymś, co czytałam jeszcze nie tak dawno (jak "Dama kameliowa", która miałaś w swoim stosiku).

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mnie się bardziej podobał film, niż książka.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń

A Ty, co o tym myślisz?

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...