Stefano Readaelli urodził się w
1970 roku we Włoszech. Mieszka w Polsce. Ukończył fizykę na Uniwersytecie w
L`Aquila i obronił doktorat w tej dziedzinie na Uniwersytecie Warszawskim. Humanista,
doktor literatury, a aktualnie badacz i wykładowca literatury włoskiej w Instytucie
Badań Interdyscyplinarnych UW. Prozaik i poeta, autor i współredaktor dzieł
krytyczno literackich (m.in. wierszy ks. J. Twardowskiego).
Radek niedawno stracił swoją
dziewczynę. Po tym, jak się jej oświadczył ona zostawiła go niemal bez słowa. Ponadto
stracił pracę. Planuje popełnić samobójstwo, lecz nagle decyduje się pobiec w
maratonie. Pomaga mu w tym wierny przyjaciel – Robert.
Trzydziesty kilometr to granica
wytrzymałości dla maratończyka. Najgorszy punkt, gdzie organizm zużył już całe
pokłady energii. Gdzie człowiek zmaga się z sobą samym. Trzydziesty kilometr
można także odnieść do życia. To granica, którą każdy człowiek ma w sobie. Taka
psychiczna bariera. Krytyczny punkt, którego przekroczenie wymaga od nas bardzo
wiele wysiłku. Dalsza droga, dobiegnięcie do mety, dotarcie do wspaniałego
finału, do tego, by wszystko się udało to trudny czas. Lecz naprawdę warto tak
się poświęcić. Mimo odcisków i mimo bólu. Przecież one i tak przejdą. O wiele
szybciej niż to, z czym zmagaliśmy się wcześniej.
Tytuł i treść książki odnoszą się
nie tylko do biegaczy, ale do każdego człowieka, który zmaga się ze swoim
maratonem – życiem. Lektura nie traktuje o samej istocie uprawiania sportu. To
tylko pomoc w rozwiązaniu problemów. Pomoc w zrozumieniu tego, co nas spotyka.
Książka ukazuje, że przekroczenie swojego trzydziestego kilometra boli, ale
przynosi efekty wspaniałe.
Utwór nie jest wybitny. O wiele
bardziej rzetelny jest Haruki Murakami w swoim pamiętniku „O czym mówię, kiedy
mówię o bieganiu”. U Redaelliego jest nieco płytko. Bardzo dużo ciekawych
wątków napoczętych i niedokończonych, jak na przykład cały związek bohatera z
Anią, która go zostawiła, stosunki między nim a przyjacielem, postać
psychologa, który początkowo jest bohaterem epizodycznym i nagle zyskuje
wartości przez jedno wydarzenie, rodzina Radka, motyw jego snów. Cała masa rozpoczętych
i zostawionych samych sobie wątków.
Jeśli chodzi o język, jest on
prosty. I co dziwniejsze, bardzo dużo w nim błędów. Znowu pojawia się pytanie
czyja to wina; autora czy tłumacza? A może też wydawnictwa? Prostota zdań
zapewne wynika od autora, zaś złe skonstruowanie, przetłumaczenie w sposób
zgodny z zasadami naszego ojczystego języka to sprawa tłumacza. A
niedopatrzenia literówek, uciętych słów to zapewne wina wydawnictwa.
Czasem jest tak, że można
„przymknąć oko” na niektóre sprawy. Literówki byłyby wybaczalne, gdyby utwór
był zachwycający. Ale okazuje się, że błędy świadczą o wartości lektury. Tym
razem niskiej. Bo czymże jest „wschodząca pisarka”? Jak można przebiec czas?
Takich niepoprawnych zdań jest wiele. Książka w nie obfituje.
Mogła powstać obszerna powieść,
pełna wspaniałych wątków, pełna głębokich przemyśleń. A powstało coś na kształt
pamiętnika piętnastolatka, który pisze o wszystkim, a tak naprawdę o niczym.
Widzę, że nie tylko moja książka do recenzji nie była zbyt dobrym dziełem.
OdpowiedzUsuńChyba sobie ją daruję.
Nie planowałam jej czytać i jak widać, słusznie.
OdpowiedzUsuńMam tę książkę przed sobą, ciekawe jakie będzie moje zdanie.
OdpowiedzUsuńDzięki za ostrzeżenie przed tą książką.
OdpowiedzUsuńO bieganiu to tak wiosennie :) Szkoda, że słabo.
OdpowiedzUsuńCzekałam na te recenzje. Książka jest w bibliotece , ale zdecydowanie odpuszczę:)
OdpowiedzUsuńSzkoda, że ta książka nie jest najlepsza...
OdpowiedzUsuńNie przepadam za realiami życia na białych kartkach. Chyba raczej nie dla mnie :)
OdpowiedzUsuńBardzo chciałam przeczytac, teraz juz nie wiem czy jest sens po nią sięgać. pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuń