pokemony
Ile ich się nazbierało! A te „rzucanie” w szkole, któremu
zawsze się tak przyglądałam. Sama nie chciałam stracić tego, co mam, ale ile
emocji budziły te „grube” czy inne nowości. Plastikowe krążki mną niemal
zawładnęły. Tak samo z resztą jak serial animowany.
Power Rangers
Poranki na Polsacie, dwójka prześmiesznych policjantów. Nie
wiem dlaczego tak mnie to interesowało, ale… no jednak zawsze będzie mi się
kojarzyło z dzieciństwem.
bajki i programy; „Teletubisie”, „Jedyneczka”, „Od
przedszkola do Opola”, „Czarodziejka z Księżyca”, „Smerfy”
Jeśli chodzi o ostatnią bajkę, z ogromną chęcią oglądam ją i
dzisiaj. Naprawdę, uwielbiam te małe niebieskie postaci. Pozostałe po prostu
kojarzą mi się z dzieciństwem.
gry na wideo
Wszyscy zachwycają się Mario, a ja miałam grę, na którą
mówiłam „kwiatki”. Po prostu się chodziło i zbierało kwiatki. Świetna gra. W
każdym razie wówczas tak sądziłam i spędzałam przy niej bardzo przyjemnie czas.
Uważam to za jedno z najsłodszych wspomnień dzieciństwa. A to, że nie pamiętam
tej gry mnie cieszy, bałabym się tego, że jakiś urok by prysł. No a grałam
także w inne gry, żeby nie było.
muzyka: Ich Troje, disco polo wszelkiej maści, Smerfne Hity
Jakby nie patrzeć, taka muzyka towarzyszyła mi od tych
najwcześniejszych lat. Bardzo lubiłam, gdy rano w telewizji puszczali disco
polo. Podobały mi się te nutki. A zespół Ich Troje swego czasu budził niemałą
furorę. Teksty znałam dobrze, nawet na pamięć. I nikt mi nie powie, że ich
nagrania były złe, bo ja z wielką przyjemnością oglądałam koncerty (oczywiście
w telewizji), śpiewałam i tańczyłam przy tych piosenkach. Smerfnych Hitów nie
trzeba nikomu przypominać? Też się nimi zaśpiewaliście do bólu?
jajka wielkanocne
Pamiętacie te małe jajeczka na wodę? A czy ktoś z Was biegał
z takim jajeczkiem, udając, iż to pistolet i strzelał po całym domu wodą? Ja
tak!
klocki i kindery
Nie lalki, nie samochody, a klocki są najmilszym symbolem
dzieciństwa. Ile rzeczy można było z nich zbudować, jakże piękne zamczyska, a
nawet samochody (bo miałam klocki z kółkami, które nota bene też służyły mi też
za, uwaga, wrotki ;)).
Kindery to dla mnie owo wspaniałe "coś" z żółtego jajeczka Kinder Niespodzianki. Wykorzystywałam je nieraz przy zabawie klockami. No i nie tylko. Teraz mi brakuje krokodyli i hipopotamów. Układanki zawsze uważałam za beznadziejne.
Kindery to dla mnie owo wspaniałe "coś" z żółtego jajeczka Kinder Niespodzianki. Wykorzystywałam je nieraz przy zabawie klockami. No i nie tylko. Teraz mi brakuje krokodyli i hipopotamów. Układanki zawsze uważałam za beznadziejne.
mikstury dla drzew
Jakkolwiek śmiesznie to brzmi, to mój symbol
dzieciństwa. Z koleżankami na podwórku chciałyśmy leczyć drzewa, więc
zbierałyśmy różne trawy, kwiaty, jarzębinę, liście i inne zielska, by potem to
ubijać kamieniem na jednolitą masę. I to nakładało się na „rany” drzewa. A
ranami były na przykład dziury czy inne śmieszności. Wiecie, że nawet pokrzywę
zbierałam?
słodycze; guma schock, proszek w rurce (wiecie o czym
mówię?), andruty, chipsy Chio, cukierki za 10gr, szyszki
Kolejne wspomnienia związane właściwie z podstawówką i
szkolnym sklepikiem, gdzie to wszystko można było nabyć. To były wspaniałe
czasy, kiedy posiadanie 5 cukierków za 10 groszy świadczyło o bogactwie i każdy
patrzył z zazdrością (co nie znaczy, że z zawiścią, po prostu to była taka
dziecięca mała zazdrość w stylu: ja też bym chciała). A plastikowe rurki z
proszkiem, które za każdym razem trzeba było ucinać, bo się zatykały… A ogromne
okrągłe andruty, a pyszne karmelowe szyszki?
podwórko
Czyli wszelkiej maści wspaniałe zabawy, gry z piłką, zabawa
w dom (wiadomo, w krzakach), wchodzenie na drzewa (na przykład po gruszki),
fikołki na drabinkach, gry z kredą (typu „klasy”)… Pomysłów było sporo. Tylko
czas jakoś tak szybko leciał do wieczora i trzeba było już iść do domu. I jak
się nigdy nie chciało!
Poczułam się jak dinozaur, pokemony to zdecydowanie nie moja epoka ;)
OdpowiedzUsuńA z gier miałam tylko na komputerze przesuwanie paczek i jakiegoś Króla Lwa który skakał po skałach :)
Nie mam też pojęcia, co to są karmelowe szyszki, ale gumę szok bardzo dobrze pamiętam :) I szczęki :D
Karmelowe szyszki to po prostu ryż preparowany z karmelem w formie dużych szyszek. Bardzo smaczne, a w każdym razie jako takie ja to pamiętam. ;)
UsuńO kurcze, to ja stara jestem, bo moim symbolem był Vibowit oraz gumy Donaldy ;)
OdpowiedzUsuńOj, od razu stara! Po prostu starsza ode mnie. ;-)
UsuńCzęść znam z oglądania młodszego kuzynowstwa, a część poznałam osobiście ;)
OdpowiedzUsuńDuuużo fajnych wspomnień :))) Chociaż wydaje mi się, że parę lat nas dzieli, bo u mnie część symboli zupełnie inna.
OdpowiedzUsuńPrawda jest taka, że mogą być dwa lata różnicy a symbole dzieciństwa już są nieco inne, przynajmniej w jakiejś części. Wiele osób, właśnie tak niewiele starszych pamięta gumy Donaldy, a ja co najwyżej gazetkę.
UsuńMam wrażenie, że nasze dzieciństwo przypadało na mniej więcej ten sam okres, ponieważ mam bardzo podobne wspomnienia;)
OdpowiedzUsuńmam podobnie ;)
OdpowiedzUsuńW związku z szalejącą po blogach zabawą "Liebster blog" pozwoliłam sobie Cię otagować :) Zapraszam do zabawy, szczegóły u mnie.
OdpowiedzUsuń