Logan jednak nie posługuje się
nazwiskiem Stanfieldów, lecz McCordów. Nie daje się też zaskoczyć przez nikogo,
jest bardzo czujny, sprytny i silny. Pracuje w oddziale Kobry, gdzie chwila
nieuwagi może kosztować życie. Gdy Kelly wyrusza na jego poszukiwanie, to on ją
obezwładnia i zaczyna przesłuchiwać. Puszcza jednak kobietę wolno, gdy
dowiaduje się, że nie czyha ona na jego życie. Godzi się na jeden wywiad.
Przeprowadzenie wywiadu to
dopiero początek przygód Logana i Kelly. Na jaw wychodzą tajemnice z
przeszłości mężczyzny, które skrzętnie ukrywał nie tylko on, ale i jego starsze
rodzeństwo. Stanfieldowie okazują się nie być idealną rodziną. Kelly zaś
poznaje mroczną prawdę na temat przeszłości swojego zmarłego męża. Na nowo
przeżywa ból, po jego stracie w katastrofie lotniczej.
W powietrzu czuć zapach
niebezpieczeństwa. Wszędzie czai się ryzyko. A gdzieś głęboko ukryta jest
prawda.
„Kuszenie losu” to niezaprzeczalnie
romans. Niemal typowy. Relacje miłosne, które łączą Logana i Kelly są marzeniem
wielu kobiecych serc. Oczywiście nietrudno nie zdać sobie sprawy, że to po
prostu powieść pisana kobiecą ręką. Kelly jest więc piękną blondynką, inteligentną
i pewną siebie kobietą, zaś Logan silnym, idealnie zbudowanym mężczyzną,
którego nawet zniekształcony głos wydaje się być seksowny, zaś uśmiech sprawia,
że nogi same miękną.
Obok tej miłosnej fabuły mamy też
inne ciekawe wątki. Przeszłość, która przeplata się z teraźniejszością, spiski,
zagmatwane rodzinne relacje. Może i relacje między głównymi bohaterami zostały
wykreowane tak, że powstał klasyczny romans, lecz miłość tutaj to nie wszystko.
Książka jest wyjątkowa. Może twierdzę tak dlatego, bo jestem kobietą. Wiem
jednak, że przeczytałabym tę powieść drugi raz, by jeszcze raz prześledzić losy
kilku postaci. Nie ma co ukrywać, książka podobała mi się. Tak po prostu.
Bardzo chętnie zagłębię się w tej lekturze
OdpowiedzUsuńPo początkowym opisie miałam nadzieję na coś innego niż typowy romans. Póki co, ten gatunek mnie nie kręci. ;)
OdpowiedzUsuńNazwisko obiło mnie się . Czyżby w bibliotece?
OdpowiedzUsuńZapowiada się nieźle
OdpowiedzUsuń