wtorek, 28 lutego 2012

"Biały Jaguar" A. Fiedler


Arkady Fiedler to polski pisarz i podróżnik, który żył w latach 1894-1985. Studiował w Krakowie oraz Poznaniu, ukończył Akademię Sztuk Graficznych w Lipsku. W 1927 rozpoczął cykl podróże, które zaowocowały książkami reportażowymi. Myślę, że najbardziej znaną jego książką jest „Dywizjon 303”.

„Biały Jaguar” to trzecia część cyklu o indiańskim wodzu Arawaków. Akcja rozpoczyna się, gdy pewnego dnia pojawiają się Hiszpanie z pewną propozycją…

Główny bohater to Anglik o polskich korzeniach. O zgrozo! Połączenie naszego narodu z owym Indianinem we mnie burzyło pewnego rodzaju zgorszenie, czy zniesmaczenie (delikatnie rzecz ujmując). Biały Jaguar jest wyidealizowany do granic możliwości. Najzdolniejszy ze wszystkich, najmądrzejszy, nigdy nie chybia. No.. Może czasem, bo akurat ktoś się schyli, ale to i tak nie przeszkadza mu by ponowić próbę, nie trzeba dodawać, że dla niego kończy się powodzeniem. Idealny biały człowiek, idealny wódz.

Żona jest równie idealna, co Biały Jaguar. Kochająca towarzyszka, wierna, a zarazem wspaniała wojowniczka, która strzela z łuku perfekcyjnie.

Tak też ukazany jest cały ród Arawaków. Wspaniali wojownicy, którzy walczą o wyższe idee, o dobro, o szanowanie niewolników itd.  Brutalnie biją swoich wrogów, traktują ich okropnie. Bezczeszczą zwłoki Karibów, którym wywołują wojnę. Nawet najgorszemu wrogowi nie należy się taka profanacja zwłok. Ohyda.

Wyprawie Białego Jaguara towarzyszą wspaniali wojownicy. Biegle władają łukami, muszkietami czy rewolwerami. Żadna broń im nie straszna. Są idealnymi żołnierzami. Z zaciekłością wybijają wszystkich wrogów. Po drodze nie napotykają żadnych problemów. Ich największym zmartwieniem są nietoperze – wampiry, które w nocy gryzą ich ciała do krwi. Jedynym wyjściem jest przykrycie się kocem, ale noce są takie gorące…

Och, książka jest beznadziejna. Może ukazuje to, jak traktowani byli Indianie czy czarnoskórzy niewolnicy, lecz to jedyne, co dobrego można powiedzieć o tej książce. No.. Może jeszcze język, który nie jest tak straszny i dzięki niemu można jakoś przebrnąć przez powieść. Poza tym niecałe 200 stron o wspaniałości Indian i ich wielkiego wodza Białego Jaguara – wszędzie szanowanego, czy budzącego podziw, to niewiele. Na pewno nie przebrnęłabym, gdyby lektura miała liczbę kartek dwa razy większą.

W związku z tym u mnie nasuwa się pytanie, czy sięgać po wcześniejsze dwie części (no tak.. zaczęłam od trzeciej, pozostałych w domu nie mam). Bo jeśli mam czytać coś tak okropnego i odstraszającego to szkoda czasu.

Słusznie obawiałam się, gdy zobaczyłam okładkę. Opowieści o Indianach to nie moje zamiłowania, ale skoro książkę znalazłam w szafie, a nic o tej grupie etnicznej nie czytałam, to jakoś się przełamałam. Czasem jednak warto osądzić książkę po okładce, chociaż trochę.

4 komentarze:

  1. Znam ten ból. Poza tym nigdy jakoś nie przepadałam za westernami o Indianach. Doktor Quinn to co innego rzecz jasna.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ahaha, za tego typu książkami też nie przepadam, kojarzy mi się to tylko z Centkiewiczem i jego Anarukiem z Grenlandii..
    Dziękuję za udział w candy!

    OdpowiedzUsuń
  3. Masz racje, w niektórych przypadkach powinno się oceniać książkę po okładce. Dzięki za ostrzeżenie co do niej ;D

    OdpowiedzUsuń
  4. Czytałem ją i sądzę że jest dobra. Proponuje przeczytać dwie pozostałe.

    OdpowiedzUsuń

A Ty, co o tym myślisz?

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...