wtorek, 24 kwietnia 2012

Pielgrzymka dla maturzystów

Wczoraj byłam na pielgrzymce maturzystów do Częstochowy. Aż głupio przyznać, że to była moja pierwsza wycieczka do Jasnej Góry. Chyba i tak lepiej późno niż później.

Wyjechaliśmy z Bydgoszczy o 3:00. Godzina taka nieciekawa na wyjazdy, bo ani tu położyć się spać ani w domu do tej godziny nic konstruktywnego nie zrobię. Wiadomo, położę się o 23:00 i za dwie godziny max muszę wstać. Zrezygnowałam więc ze spania i trochę się pouczyłam do matury. 

Zirytował mnie jeden sms. Znajomy z klasy (chyba kolegą go nie nazwę) pisze do mnie o godzinie 2:00 i pyta jak zamierzam dotrzeć na teren kościoła, skąd mieliśmy wyjeżdżać autokarami. No i wbił mi się do samochodu taty. Ja rozumiem, żeby napisał w dzień, lecz na godzinę przed odjazdem? Czy to nie lekka przesada?

Ogólnie droga była nawet znośna. Troszkę mnie denerwowały tylko ciągłe chichoty dziewczyn, ich bardzo głośne gadanie i tak dalej. Nie uszanowały tego, że część osób chce sobie odpocząć.

W samej Częstochowie byłam krótko przed godziną 9:00. Byliśmy początkowo na mszy świętej w kaplicy, gdzie znajduje się ten piękny obraz Matki Bożej, potem ksiądz Maciej odprawił nam drogę krzyżową. No i dostaliśmy dużo czasu wolnego (moim zdaniem jednak trochę za dużo). Wówczas wraz z chłopakiem nieco pochodziliśmy, ja kupiłam ładną pocztówkę i krzyż. Taki do łańcuszka, który nota bene muszę też kupić, ale pamiątkę z Częstochowy mam już.
Bo owym czasie wolnym o godzinie 15:00 odmówiliśmy Koronkę do Miłosierdzia Bożego. Może to głupio zabrzmieć, ale polubiłam ją odmawiać. Ma taki nastrój w sobie, jest taka niezwykła. No nawet nie wiem jak tutaj teraz cokolwiek powiedzieć o tej modlitwie. 
Byliśmy zobaczyć jeszcze Skarbiec, różne muzea i izby. Dużo rzeczy. Ważne jednak, że to wszystko było bardzo ciekawe. Zobaczenie monstrancji z XV wieku budziło naprawdę ogromny podziw, zwłaszcza, gdy oczom ukazywała się tak przepiękna robota, tak majestatyczne dzieło sztuki.

Cieszę się, że to wszystko mogłam ujrzeć. Bardzo podobała mi się też droga krzyżowa, której obrazy znajdują się nad obrazem Matki Bożej. Niesamowite. Takie niebagatelne, bardzo przejmujące i prawdziwe w swej wymowie. 

Potem znów było trochę czasu wolnego i o godzinie 18:00 wracaliśmy już do domu. Wtedy robiłam też wszystkiego po trochu. Trochę odpoczywałam, trochę oglądałam film, trochę si uczyłam, trochę słuchałam audiobooka. Mieliśmy nowoczesny autokar, więc puszczono nam także karaoke. Śpiewaliśmy wszystko. Mimo, że piosenki były częściowo weselne, częściowo nieznane, i tak to nam niezbyt przeszkodziło.

W domu byłam około 24:00.

Przyznam, że organizacja była troszkę nieudana. Szkoda, że nie byliśmy na odsłonięciu obrazu. Mogliśmy przyjechać wcześniej. Czas zwiedzania byłby ujęty wcześniej, więc na przykład wsiedlibyśmy do autokaru o 15:30 (po Koronce). Lista osób jadących też była źle organizowana. Zamiast brać się za to wcześniej, ksiądz zbierał to na dwa tygodnie przed wyjazdem. I potem miał spory problem, gdyż lista była nieuzupełniona. Msze także mieliśmy mieć swoją, a ksiądz zaczął organizować ją, gdy już byliśmy w Częstochowie. Dopiero! Skutkiem tego było, że musieliśmy po prostu brać udział we mszy, która normalnie się odbywała. Nie mieliśmy tej obiecanej "własnej".

Ogólnie i tak jestem bardzo zadowolona. Zobaczyłam Częstochowę. Pomodliłam się. Spędziłam dzień bardzo przyjemnie, mimo pogody, która była niezwykle irytująca. Przeszłam na kolanach wokół obrazu. Wydaje mi się, że jest to ważne. W każdym razie dla mnie. Zobaczyłam mnóstwo ciekawych i pięknych rzeczy. Nie żałuję tego, że pojechałam. W żadnej mierze. Pojechałabym na pewno jeszcze raz. I na pewno pojadę, gdy tylko będę miała ku temu sposobność.

8 komentarzy:

  1. Ja również byłam przed maturą w Częstochowie:) na pewno Matka Boska mi bardzo pomogła:)
    Dodatkowo w wakacje przed 3 klasą szłam z pielgrzymką z Krakowa na nogach do Częstochowy. Polecam:) Niezapomniane przeżycie, gdy docierasz na miejsce i kładziesz się krzyżem twarzą do ziemi przed Bazyliką. Całe zmęczenie kilkudniową pieszą wędrówką ucieka w niebyt...
    Trzymam kciuki za wyniki maturalne! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Do Częstochowy i ja się wybieram, marzę o wyjściu pielgrzymką, no ale moje schorowane kolana sprzeciwiają się co roku;/
    Może przed maturą się uda:D
    Powodzenia na maturze oczywiście!:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Co najmniej raz do roku wybieram się do Częstochowy, no ale - co tu kryć, mam o wiele bliżej niż Ty;)
    Polecam, podobnie jak Aga Jurczyk, wybrać się kiedyś pieszo;) Niezapomniane chwile!

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja sobie tego typu wycieczkę darowałam. Namówiłam na to dwie osoby z mojej klasy i gdy wszyscy pojechali sobie na pielgrzymkę przedmaturalną, my miałyśmy cudowny, wolny dzień :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Raz w życiu byłam w Częstochowie, niezbyt udany raz, poza modlitwą oczywiście. Miejscowe żule oszukały mnie i moją koleżankę, albo raczej to my byłyśmy naiwne i później patrzyłyśmy jak pod skarpą piją jabole za nasze pieniądze ;/
    W sumie to wolę bardziej górską kontemplację i modlitwę, np. tu brałam ślub :-) i chrzciłam Marysię :-)
    http://www.mariasniezna.pl/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otworzyłam link i zobaczyłam zdjęcia. Śliczne sanktuarium. Przyznam, że tylko Ci zazdroszczę ślubu w tak pięknej świątyni.
      Ja na szczęście nie trafiłam na miejscowych żuli. Może miałam takie szczęście, a może nie próbowali nawet, bo z chłopakiem byłam. Próbowali tylko obrazki nam wcisnąć, ale się nie daliśmy. Wiadomo co potem. Chodzą, żeby dać kasę.

      Usuń
  6. To z pewnością jest ważne. Mimo (jak piszesz) złej organizacji, jestem pewna że tą pielgrzymkę będziesz długo mile wspominać;) Też byłam przed maturą w Częstochowie, tyle że ten wyjazd był bodajże we wrześniu - wtedy do Częstochowy przyjechali maturzyści z całej diecezji i naprawdę atmosfera była niesamowita;)

    OdpowiedzUsuń
  7. też byłam na pielgrzymce maturzystów ale trochę wcześniej, bo w październiku:) miejsce ma swój urok:)

    OdpowiedzUsuń

A Ty, co o tym myślisz?

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...