Jonas Jonasson urodził się w
Szwecji w roku 1962. Po ukończeniu studiów pracował jako dziennikarz. Otworzył
też własną działalność konsultanta do spraw mediów, która w końcu przerodziła
się w firmę medialną. To jednak mu nie wystarczało. W pewnym momencie zmienił
swoje życie. Sprzedał to, co posiadał i rzucił pracę. Zamieszkał w Szwajcarii i
tam pisze swoją kolejną powieść.
„Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął” to powieść bardzo
nietypowa. Znamy już słynne skandynawskie kryminały. Znamy Millenium, które podbiło serca na całym świecie. I nagle pojawia
się powieść, która ma ogromną szansę stać się wielkim bestsellerem. Dlaczego?
Poprzez swoją niezwykłość. Zaczynając od tytułu, kończąc na treści. Wszystko
jest oryginalne. Bohaterowie, miejsca akcji, wydarzenia, dialogi i budowa
książki.
Tytułowy stulatek to Allan Karlsson,
który w dniu swoich wielkich urodzin najzwyczajniej w świecie ucieka przez
okno. Od tego momentu historia staje się coraz bardziej dziwna. W kapciach
trafia na dworzec i stamtąd wsiada do autobusu z dużą walizką (którą miał
wcześniej pilnować, ale zabrał ją ze sobą, no bo co mógł z nią innego zrobić?).
Walizka ma bardzo nietypową zawartość. Ale o tym może przekonajcie się sami.
Ważne, że Allan jest teraz poszukiwany przez prokuraturę, a wkrótce nawet
oskarżony o potrójne morderstwo. Czy słusznie?
Historia Allana – stuletniego
starca, który uciekł z domu spokojnej starości, przeplata się z jego biografią.
Czytelnik poznaje przygody niedołężnego, acz inteligentnego mężczyzny w
kapciach, a jednocześnie poznaje przeszłość – równie absurdalną co chociażby
ucieczka przez okno – Karlssona. Z każdym kolejnym faktem mamy wrażenie, że nic
już nie może nas zadziwić, gdy nagle okazuje się, jak bardzo się myliliśmy.
Jonasson zdaje się mieć nieskończone pokłady pomysłów, które, o dziwo, naprawdę
bawią.
Dziwię się, że Artur Barciś, nie
wybuchnął śmiechem, kiedy to czytał. Chyba naprawdę trzeba być aktorem, żeby
umieć pohamować w sobie takie emocje.
Co ciekawe, mimo że w utworze
poruszane są kwestie polityczne, nie przeszkadzają one, a wręcz jeszcze
bardziej ubarwiają powieść. Picie alkoholu z najważniejszymi politykami XX
wieku kończy się niejednokrotnie tak dziwnie, że nie sposób się nie uśmiechnąć.
Stalina, Trumana czy Churchilla, jak się okazuje, nie łączy tylko polityka, ale
też osoba Allana Karlssona. Nie wiadomo właściwie co on tam robi, ale sam fakt,
że już jest, sam w sobie przyprawia o dobry humor.
Zakończenie jest bardzo
intrygujące. Spodziewałam się właściwie czegoś zupełnie innego. A tu się
okazuje, że autor do końca potrafi zaskoczyć czytelnika. Mimo, że momentami
audiobook mnie drażnił, czekałam na ten ostatni odcinek, bo już mi się słuchać
tak nie bardzo chciało, z ostatnimi słowami Artura Barcisia, zrobiło mi się
smutno. Historia niesamowita. Zabawna i pełna pozytywnych emocji.
Portret Allana Karlssona jest
świetnie zarysowany. Cała jego historia, powiązanie z faktami, powiązanie z
wydarzeniami XX wieku, to istny majstersztyk. Mimo, że treść jest momentami
absurdalna, książka jest naprawdę świetna. W tym momencie warto przymknąć oko
na te wyolbrzymienia i powiedzieć sobie, że to przecież tylko książka. To
fikcja. No w końcu czytamy też książki fantasy, czy horrory. A takiego
wspaniałego humoru, jak w „Stulatku…”
niełatwo znaleźć.
O audiobookach wypowiadam się
różnie. Tym razem jestem godna podziwu. Doskonała intonacja głosowa. Doskonale
przeprowadzone dialogi. A to wszystko słowami Artura Barcisia. Należy się jemu
naprawdę duże uznanie. Nie wyobrażam sobie, aby mógł teraz czytać tę książkę
ktokolwiek inny. Zmiany natężenia głosu przy różnych bohaterach, lekka nuta
ironii w narracji w najbardziej odpowiednich momentach, emocje, które dało się
słyszeć poprzez sam głos. Tego oczekuje się od audiobooka. Aby, kiedy nam
brakuje czasu na czytanie, a ta forma jako jedyna zapewnia odbiór utworu,
dostać to wszystko, co sami zinterpretowalibyśmy trzymając dzieło w ręce. Brawa
dla Artura Barcisia.
Artur Barciś jest dobrym aktorem, więc z pewnością jego interpretacja tej powieści zasługuje na pochwałę;) Co do samej książki...raczej nie czytam tego typu absurdalnych tekstów, więc nie wiem czy kiedyś zdecyduję się na lekturę. Może rzeczywiście lepszym rozwiązaniem byłby tutaj audiobook.
OdpowiedzUsuńDzięki za recenzję ;) Książka już dodana do obserwowanych w księgarni internetowej. Uwielbiam takie absurdalne historie
OdpowiedzUsuńJednak dobrze zrobiłam ,że się w te książkę zaopatrzyłam:)
OdpowiedzUsuńHmm, słyszałam bardzo wiele o tej książce, różne zdania. Ale wydaje się ciekawa, więc w przyszłości nie wykluczam przeczytania;)
OdpowiedzUsuńTytuł tak mnie zaintrygował, że od razu dodałam książkę do planowanych. Kiedy zobaczyłam, że w kanapowym radiu grają 7 odcinek bardzo, ale to bardzo żałowałam, że się spóźniłam :( Jednak nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Okazało się, że mogę pożyczyć ebooka, tak więc czeka w kolejce :)
OdpowiedzUsuń