Był hit i wielki szał na Browna. Lecz nie wszyscy się nim zachwycali, nie wszyscy podziwiali w tym czasie tego pisarza czy film na podstawie książki. Niektórzy przeszli obok tego naprawdę obojętnie, by za parę lat przekonać się czy to wszystko warte było zachodu. Na przykład ja.
Dan Brown to amerykański pisarz, autor powieści sensacyjnych. Był nauczycielem matematyki, zajmował się także muzyką. Jego żona pasjonuje się historią sztuki oraz malarstwem. Sławę przyniosła mu druga część trylogii o Robercie Langdonie pt. "Kod Leonarda da Vinci". Wywołała ona liczne emocje.
W pierwszej części trylogii poznajemy profesora historii sztuki Roberta Langdona, którego nagle budzi tajemniczy telefon. Faksem otrzymuje zdjęcie przedstawiające ofiarę okrutnych tortur. Bohater jest zszokowany nie tylko zmasakrowanym ciałem, które ukazuje zdjęcie, ale też znakiem, który widnieje na piersi zmarłego. Rozpoznaje symbol iluminatów - teoretycznie nieistniejącej od pół wieku organizacji. Wkrótce okazuje się, że celem ataku ma być najświętsze miejsce - Watykan. Rozpoczyna się walka z czasem, by uchronić nie tylko święte miejsce, ale także wszystkich ludzi. W tym 165 kardynałów, którzy zebrali się, by wybrać nowego papieża. Robert Langdon próbuje uchronić cele ataku iluminatów i dochodzi tym samym do przerażającego wyniku.
Książka została napisana zgrabnym językiem. Czyta się bardzo szybko i płynnie. Historia nie nudzi, logika, która wypływa z zagadek przejawiających się na kartach powieści nie jest przytłaczająca, acz interesująca.
Bardzo nie spodobało mi się zakończenie, a zwłaszcza postawa kamerlinga. Nie będę tu dokładniej rozwodzić się na ten temat, żeby nie zdradzać szczegółów, lecz mnie to zniesmaczyło. Niemniej po następne części trylogii i tak sięgnę.
Ponadto sama kreacja Langdona i towarzyszącej mu Vittorii też jest zbyt cukierkowa. Nawet nie przyczepię się tu ich logicznemu rozumowaniu, bo to jakoś da się przełknąć, ale oni właściwie nie mają żadnych wad. No i takich konkretnych zalet, też nie. Dla mnie zabrakło charakteru.
Książka ogólnie podobała mi się. Dostrzega się jednak trochę niedociągnięć, niedopracowań. Pozycja jest idealnym materiałem na film, toteż nie dziwię się, że zyskała swoją ekranizację (której nota bene nie widziałam). Lekturę oceniłabym jako bardzo przyjemną lekturę dla niewymagających czytelników. Osobiście dobrze mi się spacerowało po Watykanie i rozwiązywało logiczne zagadki. I przyznam się - logiki tu jest naprawdę bardzo dużo. To się czuje od razu. Szkoda tylko, że momentami jest błędna.
Dan Brown to amerykański pisarz, autor powieści sensacyjnych. Był nauczycielem matematyki, zajmował się także muzyką. Jego żona pasjonuje się historią sztuki oraz malarstwem. Sławę przyniosła mu druga część trylogii o Robercie Langdonie pt. "Kod Leonarda da Vinci". Wywołała ona liczne emocje.
W pierwszej części trylogii poznajemy profesora historii sztuki Roberta Langdona, którego nagle budzi tajemniczy telefon. Faksem otrzymuje zdjęcie przedstawiające ofiarę okrutnych tortur. Bohater jest zszokowany nie tylko zmasakrowanym ciałem, które ukazuje zdjęcie, ale też znakiem, który widnieje na piersi zmarłego. Rozpoznaje symbol iluminatów - teoretycznie nieistniejącej od pół wieku organizacji. Wkrótce okazuje się, że celem ataku ma być najświętsze miejsce - Watykan. Rozpoczyna się walka z czasem, by uchronić nie tylko święte miejsce, ale także wszystkich ludzi. W tym 165 kardynałów, którzy zebrali się, by wybrać nowego papieża. Robert Langdon próbuje uchronić cele ataku iluminatów i dochodzi tym samym do przerażającego wyniku.
Książka została napisana zgrabnym językiem. Czyta się bardzo szybko i płynnie. Historia nie nudzi, logika, która wypływa z zagadek przejawiających się na kartach powieści nie jest przytłaczająca, acz interesująca.
Bardzo nie spodobało mi się zakończenie, a zwłaszcza postawa kamerlinga. Nie będę tu dokładniej rozwodzić się na ten temat, żeby nie zdradzać szczegółów, lecz mnie to zniesmaczyło. Niemniej po następne części trylogii i tak sięgnę.
Ponadto sama kreacja Langdona i towarzyszącej mu Vittorii też jest zbyt cukierkowa. Nawet nie przyczepię się tu ich logicznemu rozumowaniu, bo to jakoś da się przełknąć, ale oni właściwie nie mają żadnych wad. No i takich konkretnych zalet, też nie. Dla mnie zabrakło charakteru.
Książka ogólnie podobała mi się. Dostrzega się jednak trochę niedociągnięć, niedopracowań. Pozycja jest idealnym materiałem na film, toteż nie dziwię się, że zyskała swoją ekranizację (której nota bene nie widziałam). Lekturę oceniłabym jako bardzo przyjemną lekturę dla niewymagających czytelników. Osobiście dobrze mi się spacerowało po Watykanie i rozwiązywało logiczne zagadki. I przyznam się - logiki tu jest naprawdę bardzo dużo. To się czuje od razu. Szkoda tylko, że momentami jest błędna.
A ja właśnie czytałam Browna gdy była ta cała mania na jego książki :) Generalnie lubię styl jakim pisze i sposób prowadzenia akcji, ale przeszkadzają mi nawiązania do Kościoła... no i bohaterowie są trochę zbyt idealni, ale o tym wspomniałaś :) Co do zakończenia - no cóż, nie zgadłabym że można to tak pokazać... Pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuńNależę do osób, które Dana Browna omijają szerokim łukiem.
OdpowiedzUsuńNiestety nie lubię tego autora, eh :(
OdpowiedzUsuńHmm, sama nie wiem. Chyba nie sięgnę po tę publikację... ;//
OdpowiedzUsuńoglądałam film i czytałam książkę :) i przyznam, że mi się podobało i czytało się całkiem przyjemnie :)
OdpowiedzUsuńpozdrawiam i zapraszam do mnie na konkurs :)
Film mi się podobał, książki niestety nie czytałam... pewnie z tych samych powodów co Ty :) I pewnie już nie przeczytam, skoro znam zakończenie... :)
OdpowiedzUsuńCzytałam bardzo dawno temu, tak planuję do nie wrócić, a film? No cóż wciąż przede mną.
OdpowiedzUsuńJuż od bardzo dawna chcę przeczytać tę książkę i chyba w końcu się za nią zabiorę :)
OdpowiedzUsuńBył hit i szał i mnie samej również się podobało :) Zresztą wszystkie książki Browna są warte przeczytania.
OdpowiedzUsuńPodobała mi się ta książka, byłą ciekawa i trzymała w napięciu, film też jest niezły. Pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuńPodobała mi się :)
OdpowiedzUsuńDobry thriller :)
Szkoda, że zakończenie jest słabe, niemniej jednak któregoś dnia sięgnę po tę książkę :)
OdpowiedzUsuńKoleżanka gorąco zachęca mnie do sięgnięcia po pozycje Browna chociaż jego twórczość jakoś do mnie nie przemawia... Jednak po przeczytaniu Twojej recenzji myślę, że spróbuję w ramach któregoś leniwego weekendu :D
OdpowiedzUsuńPozdrawiam ;)
Książkę posiadam, aczkolwiek jeszcze nie czytałam. Dzięki Tobie muszę to jak najszybciej zmienić!
OdpowiedzUsuńCieszę się, że jednak znalazłaś dużo pozytywnych stron ;) Mimo tego nieszczęsnego zakończenia.
OdpowiedzUsuńKupiłam tę książkę kilka lat temu i od tej pory tylko kurzy się na półce, muszę się za nią w końcu zabrać :) http://book-me-your-heart.blogspot.com/
OdpowiedzUsuńCzytałam i miło wspominam :)
OdpowiedzUsuńLubie powieści Dana Browna, mimo że autor ten często przytłacza czytelnika nadmiarem akcji. Jednak "Kod Leonarda da Vinci" podobał mi się odrobinę bardziej :)
OdpowiedzUsuńUwielbiam pióro pana Browna. Za osobą mam już "Zaginiony symbol" i "Kod Leonarda Da Vinci". "Anioły i demony" mam w planach.
OdpowiedzUsuńczytałam, dobra lektura :)
OdpowiedzUsuńNie trawię Browna w ogóle. Próbowałam czytać "Kod..." - żeby się przekonać, o co takie halo, i się poddałam w okolicach 170 strony (a więc nie można mi zarzucić, że naprawdę nie próbowałam). Nie, nie i jeszcze raz nie. Drażnił mnie strasznie i nigdy więcej sobie tego nie zrobię :)
OdpowiedzUsuńMi jakoś Brown nie podchodzi, wręcz trochę mnie drażni. Recenzja ciekawa, obiektywna.
OdpowiedzUsuńP.s. Świetny blog, bardzo miło mi się go zwiedzało i zrobił na mnie duże wrażenie :) Będę tu wracać :)
Pozdrawiam ciepło i przy wolnej chwili zapraszam do mojego "raczkującego" bloga :)
http://ksiazkowakrainalagodnosci.blogspot.com/
Miałam właśnie zamiar przeczytać tę książkę teraz, gdy już opadło to związane z nią zamieszanie.
OdpowiedzUsuń