Choć "Kochanice króla" mnie urzekły, do kolejnej książki Philippy Gregory podeszłam sceptycznie. Trudno orzec, co było tego powodem. Czy rozmiar książki, bo przecież liczy niemal 600 stron, czy też tematyka, ocierająca o historię Anglii, a zdawało mi się, że nie mam na to ochoty.
Nie ma się co oszukiwać, opasłe tomy zawsze budzą pewien lęk i obawę. Tak też było i w tym przypadku. Potwornie bałam się rozczarowania, nudy i dni męki nad lekturą "Błazna królowej". Na szczęście, nie miałam powodów do obaw. Czytałam tę powieść z niekłamaną przyjemnością.
Główną bohaterką jest Hanna. Z pochodzenia Żydówka, emigrantka z Hiszpanii, obecnie mieszka w Anglii, przebrana za chłopca, pomaga swojemu ojcu w księgarni. Musi ukrywać swoją wiarę, by nie została spalona na stosie, jak jej matka. Pewnego dnia do księgarni wchodzi dwóch mężczyzn i anioł - a przynajmniej tak to wygląda w oczach dziewczyny. Wkrótce okazuje się, że posiada Wzrok i zostaje mianowana błaznem na królewskim dworze. Czym urzekła chorowitego króla Edwarda? Jak zdobyła sympatię Marii i Elżbiety - księżniczek pretendującymi do walki o tron?
Historia Hanny błaźnicy to tylko pretekst do opisania losów Anglii w połowie XVI wieku. Rywalizacja między Marią, a Elżbietą to tylko jeden z aspektów. Poza tym obecne są prześladowania religijne, wojny. A wśród tego wszystkiego zwyczajne problemy, zawiłości miłości i pożądanie.
Cała powieść została poprowadzona w narracji pierwszoosobowej i, jak nietrudno się domyślić, narratorem jest Hanna. To ciekawy zabieg, albowiem mamy jednocześnie pełny opis tego, co obecnie działo się w Anglii, jak też cząstkę odczuć jednostki odnośnie tego wszystkiego. Przy okazji, nie mogę nie dodać, że autorka w żaden sposób nie kreuje poglądu czytelnika. To same wydarzenia wpływają przerażająco, nie zdanie i uwagi narratora.
Gdyby nie fakt, iż miałam niewiele czasu na czytanie, książkę pochłonęłabym niemal od razu. Tak, zajęło mi to więcej czasu, ale nie żałuję. Mogłam dłużej delektować się lekturą i przekonać raz jeszcze do stylu pani Gregory.
Lubię książki Gregory, choć tak jak piszesz najbardziej podobały mi się "Kochanice krola". Tej jeszcze nie miałam okazji czytać.
OdpowiedzUsuńGregory uwielbiam, a tę książkę bardzo miło wspominam jako jedną z najlepszych :)
OdpowiedzUsuńBardzo chcę zapoznać się z twórczości pani Gregory, myślę ze tę na pewno przeczytam ale dopiero po Kochanicach, które marzą mi się od bardzo dawna :) Ciekawa recenzja!
OdpowiedzUsuńKsiazke mam na polce, niestety jeszcze troche poczeka. Mialam plan, aby przeczytac calosc Gregory w tym roku, ale mi nie wyszlo, przeczytalam tylko cztery ksiazki. Bede nadrabiac w przyszlym roku:)
OdpowiedzUsuńBardzo mnie zaciekawiłaś, z przyjemnością przeczytam.
OdpowiedzUsuńnie kusi mnie ta pozycja - chociaż recenzja jest ciekawa :)
OdpowiedzUsuńTez nie raz czuję obawę, czy aby gruba cegła przypadnie mi do gustu i czy mam chęć tracić na nią czas. Ale skoro Pani Gregory tak zachwyca czytelniczki swoimi powieściami, to chyba i ja się skuszę :)
OdpowiedzUsuń