Wszyscy się zachwycają, wszyscy o tym mówią. Gdzie nie spojrzeć, tam Millennium. A jak nie ta trylogia, to chociaż skandynawski kryminał, tak dla zachowania zasad.
Czy jest czym się zachwycać? Dobre pytanie. Jeśli chodzi o mnie, pierwsza część trylogii Larssona całkowicie mnie zauroczyła. Nie mogłam już się doczekać, gdy przeczytam i drugą część. Tym bardziej, że jedna z bohaterek (tak, to Lisbeth Salander) stała się moją ulubienicą. A rzadko zdarza się, by ktoś wzbudził u mnie zainteresowanie. Szczerze mówiąc, jest jedną z trzech moich gwiazdek literatury.
Odbiegłam jednak od tematu. Druga część ma wysokie noty. Ocena na biblioNETce jest, co najmniej, niezła. Kierowałam się jednak zachwytami ogółu co do całej serii i swoimi wrażeniami w odniesieniu do części pierwszej. Nie będę ukrywać, oczekiwałam naprawdę mocnej powieści.
Lisbeth zrywa kontakt z Mikaelem. Zrywa kontakt niemal ze wszystkimi. Odpoczywa na wyspach, relaksuje się, rozwiązując zadania z matematyki. Przy tym obserwuje ludzi i ich zachowania. Nadal możemy podziwiać jej niezwykłą inteligencję i kompetencję.
Mikael z kolei otrzymuje propozycję tematu na nowy numer "Millennium". Seksbiznes ma być okazją do ukazania, po raz kolejny, wysokiego poziomu i prestiżu redakcji miesięcznika. Dodatkowo ma ukazać się książka, wspierana przez "Millennium", obnażająca brutalną prawdę na temat szanowanych obywateli, mających swój udział w wykorzystywaniu kobiet. I tutaj koło zaczyna się napędzać. Autor książki, wraz z dziewczyną, stają się ofiarami krwawej gry. Ale to, jak się okazuje, nie koniec. To dopiero początek wyścigu z czasem.
Mikael z kolei otrzymuje propozycję tematu na nowy numer "Millennium". Seksbiznes ma być okazją do ukazania, po raz kolejny, wysokiego poziomu i prestiżu redakcji miesięcznika. Dodatkowo ma ukazać się książka, wspierana przez "Millennium", obnażająca brutalną prawdę na temat szanowanych obywateli, mających swój udział w wykorzystywaniu kobiet. I tutaj koło zaczyna się napędzać. Autor książki, wraz z dziewczyną, stają się ofiarami krwawej gry. Ale to, jak się okazuje, nie koniec. To dopiero początek wyścigu z czasem.
Pierwsze 200 stron były niemal nudne. Nic konkretnego się nie działo. Zajmujące pół strony listy przedmiotów, które Salander zakupiła w sklepie, były całkowicie zbędne. Nawet historia dziwnej pary z hotelu na jednej z wysp, na której bohaterka odpoczywała, nie wnosiła nic do książki.
Koło nakręca się dopiero po przyjęciu u siostry Mikaela. Wtedy zaczyna się dziać coś konkretnego. Wydarzenia mają sens.
Książkę czyta się przyjemnie, nawet te przydługie listy zakupów nie są męczące, jednak i tak szkoda cennego czasu, i czytelnika, i autora. A co do pierwszych 200 stron... Gdyby nie szczere zainteresowanie tym, kiedy akcja się rozkręci i dawnym zauroczeniem poprzednią częścią, nie wiem, czy chciałoby mi się czytać dalej. Nie dlatego, że się męczyłam, bo tak nie było. Po prostu nie działo się nic, co zapowiadało dobrą lekturę.
Zabrakło mi trochę Mikaela i Lisbeth. Ich relacje uległy pogorszeniu, a razem z tym uciekły ich osobowości. Ważniejsze momentami stawały się postacie drugorzędne, jak funkcjonariusze policji. Odniosłam nawet wrażenie, jakby kryminał skupiał się na ich śledztwie. A Lisbeth i Mikael byli tylko jego elementami.
Fakt, zakończenie mnie zaskoczyło. Nie brałam w ogóle pod uwagę takiego rozwiązania. Po głowie krążyły mi inne myśli, inne możliwe opcje. Trzeba przyznać, że autor wykonał kawał niezłej roboty.
Tytuł zasugerował mi, że powieść skupiać się będzie na Salander. I faktycznie, jest ona "motywem przewodnim" książki. Ale nie tak, jak oczekiwałam. Jej rola sprowadza się za bardzo do opowieści o niej, a za mało do samych działań. Pewnie się czepiam, lecz naprawdę odniosłam wrażenie, że ta intrygująca bohaterka tym razem za bardzo uciekła w cień. Mimo że dowiadujemy się sporo szczegółów z jej życiorysu.
A po cichutku liczę na to, że to najsłabsza część z całej serii.
Jedni mówią, że najsłabsza, inni, że najlepsza... Ja ją uważam za znacznie lepszą od pierwszej, ale przede mną jeszcze ostatnia, trzecia część, zobaczymy... Nie zmienia to faktu, że jestem fanką sagi Millennium :)
OdpowiedzUsuńNie ukrywam, że kocham Millennium. Ale bardzo zaskoczyło mnie to, że druga część to było zupełnie co innego niż pierwsza. Jednak po przeczytaniu całości stwierdzam, że moja ulubiona część to "Mężczyźni nienawidzą kobiet", ale za najlepszą uważam "Zamek z piasku, który runął".
OdpowiedzUsuńTrudno mi Trylogię oceniać przez pryzmat,który tom najlepszy / najgorszy, dla mnie wszystkie części są świetne :)
OdpowiedzUsuńWszyscy tak polecają tę sagę, a ja się zapieram rękoma i nogami... ciekawe, ile jeszcze mi wystarczy siły, żeby się opierać :)
OdpowiedzUsuńMarzę o książkach tego pana :D
OdpowiedzUsuń