Czarodziej naznaczył dom hobbita, który właściwie sądził, iż udało mu się z gracją wybrnąć od proponowanych przez Gandalfa przygód, tak, że nazajutrz dom Bagginsa został prawie oblężony przez krasnoludów. Norę hobbita odwiedziło dwunastu gości, i każdy z nich żądał jadła i napoju. Biedny Bilbo nie miał pojęcia co się dzieje, zapasy w jego spiżarni malały z każdą chwilą coraz bardziej.
Wkrótce przybył też niejako sprawca całego zamieszania. Gandalf i dwunastu krasnoludów stopniowo zaczęli wyjaśniać wszystkie wątpliwości, pokładając swoje nadzieje w gospodarzu. Okazało się bowiem, że Baggins został wybrany na włamywacza. Miał być uczestnikiem wyprawy, z której nikt nie gwarantował powrotu. Jakże przeciwne to było naturze hobbita!
Na przestrzeni zaledwie 230 stron Bilbo pokonuje wiele przeszkód, napotyka co krok niebezpieczeństwa, nie wspominając o tym, na jak wiele przygód skazana jest jego osoba. Nie zawsze też potrafi zgodzić się z towarzyszami podróży. Krasnoludzi niekoniecznie uważają Bagginsa za godnego kompana. Z resztą i sam Bilbo nie sądzi, że jest najodpowiedniejszym partnerem do przygód.
Oglądając film (niestety widziałam ekranizację przed sięgnięciem po książkę), Bilbo uchodził za postać troszkę denerwującą. Należałoby jednak skupić się na tym, jak bohatera przedstawił autor opowieści. U Tolkiena widać wspaniałą metamorfozę hobbita, najgłębsze myśli i naturę Bagginsa. Tutaj już nie była to postać drażniąca, lecz wzbudzająca pewne emocje.
Inny aspekt samej powieści, który dość mocno wiąże się z Tolkienem, to opisy. Któż nie zwrócił uwagi na te charakterystyczne zdania, na te wplecione zawsze pieśni? Zwłaszcza jeśli mowa o hobbitach, o całej trylogii autora dotyczącej sławnego pierścienia? W książce "Hobbit, czyli tam i z powrotem" opisy są o wiele ciekawsze, nazwałabym je delikatniejszymi, choć nie wiem czy to dobre określenie.
Książka Tolkiena była niezwykłą przygodą nie tylko dla głównego bohatera, ale też dla mnie. Szkoda, że niektóre obrazy zatarły mi sceny z filmu, jednak i tak nie żałuję, że mogłam poznać historię Bilba. A na przyszłość powinnam zapamiętać, że warto czasem poczekać z ekranizacją.
Chyba jestem jedną z niewielu osób, które za tą książką nie przepadają. Jakoś nie mogłam się wciągnąć podczas czytania.
OdpowiedzUsuńJa również najpierw obejrzałam film i dlatego potem trochę mi się niektóre rzeczy gryzły, ale po dwukrotnym przeczytaniu już było ok. Super książka!
OdpowiedzUsuńTolkiena nie da się nie czytać
OdpowiedzUsuńOh, już Cię lubię! Chociaż recenzja nastawiła mnie bardziej pozytywnie, zwłaszcza, przez to miłe słowo o lekkości opisów. Bądź, co bądź to one zawsze najbardziej mi przeszkadzały w rozkoszowaniu się Władcą Pierścieni.
Usuńczytałam zwykłego Hobbita, raczej się już nie skusze :(
OdpowiedzUsuńFil oglądałam niedawno, ale po książka też zamierzam sięgnąć. Tym bardziej , że Tolkiena uwielbiam:)
OdpowiedzUsuńJestem ciekawa Tolkiena bo jeszcze nic jego nie czytałam ;)
OdpowiedzUsuń