Sięgając po „Dożywocie” miałam spore opory. Mimo pozytywnych
recenzji, żyłam przeświadczeniem, że książka mnie nie zainteresuje. No bo cóż
może mi dać nieznana polska autorka książki o dość dziwnym tytule.
Konrad Romańczuk, pisarz, otrzymuje w spadku dom. I to nie
byle jaki! Z gotyckim zacięciem, pięknymi, niemal muzealnymi, meblami. Antyki
to jednak nie to, co charakteryzuje naszego bohatera, bowiem jest on typowym
mieszczuchem. Uzależniony od elektroniki i Internetu, nie od razu godzi się z
tym, że ma zamieszkać na takim odludziu.
Ale… Licho nie śpi, kot grasuje, a starodawny potwór czai
się w piwnicy. A kto czytał, ten wie, wcale nie wygląda to tak strasznie, jak
się może na początku wydawać.
Powieść tryska humorem, niekonwencjonalnymi dialogami, które
naprawdę bawią do łez. Nie pamiętam w swoim życiu książki, która by mnie tak
dobrze i skutecznie rozśmieszyła.
Zdarzyło mi się sięgać po utwory z zabawnymi fragmentami,
albo takie, które śmieszyły tylko na początku, a potem mocno irytowały, ale nigdy
jeszcze nie uśmiałam się tak bardzo.
Dodatkowo autorka zamieściła na kartach powieści postacie
nietuzinkowe, których cechy irytują, bawią i sprawiają wrażenie naturalnych,
nie tworzonych na siłę.
Bardzo zawiodłam się na zakończeniu. Nie pasowało mi do
reszty. Spodziewałam się czegoś innego, za to też minus. Poza tym szkoda, że
autorka nie skupiła się na jakimś konkretnym wydarzeniu, brakowało mi głównego
wątku (poza tym dotyczącym przystosowania się Konrada do nowego otoczenia). Mam
na myśli jakieś zło, z którym musiałby walczyć bohater czy coś w tym stylu.
Postać Puk, poza momentem, w którym się pojawiła, też nieco mnie denerwowała.
No i szkoda, że książka po prostu nie jest obszerniejsza, bo taką lekturę czyta
się bardzo dobrze.
Przyznam, że lektura była dla mnie bardzo przyjemną
odskocznią od książek, które dotychczas czytałam oraz, oczywiście, miłym
zaskoczeniem. Ciekawa jestem, czy jesteście w stanie zaproponować mi lekturę
takich samych lotów?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
A Ty, co o tym myślisz?